|
BOŻONARODZENIOWE MARZENIE
|
Rano w Wigilię Bożego Narodzenia Tata przytargał z rynku choinkę - lekko wyłysiałą z jednej strony,
ale dobrze, że w ogóle jeszcze jakąś dostał. Zaraz zabrały się z Mamą za strojenie. Bombki, sople,
papierowe łańcuchy, pierniki, szklany muchomorek i mikołaj, a na koniec włos anielski i wata,
mająca przypominać śnieg, którego również za oknem nie brakowało.
Tata wchodził i wychodził, przynosząc słoiki z piwnicy, chleb z piekarni, pomarańcze, po które stał w długiej kolejce.
A one gotowały, tzn. głównie Mama gotowała, ale i dla niej nie zabrakło pracy. Najbardziej lubiła kroić warzywa na sałatkę -
w jak najmniejszą kosteczkę.
Jeszcze tylko majonez i sałatka gotowa. Tata kończył odkurzanie. Mama wrzucała pierogi do wrzącej wody.
Poszła przebrać się w odświętną sukienkę. ...Miała marzenie, choinkowe marzenie. Chciała dostać wózek - różowy,
z wielką opuszczaną budką, z falbankami. Taki prawdziwy!
Stół był pięknie nakryty białym obrusem. Na środku stała świeca, a wokół niej pyszniły się potrawy w pękatych
miskach i miseczkach. Tata przeczytał fragment o narodzeniu Jezusa, połamał opłatek. Złożyli sobie życzenia.
Mmm, pyszności. Kluski z makiem palce lizać.
Pod choinką już przed kolacją w tajemniczy sposób przycupnęły kolorowe paczuszki.
A teraz nadszedł czas... spełniania się marzeń. Nerwowo rozwiązywała kokardę na wielkim pudle. Czyżby?
Wymarzony wózek? ...Papier opadł z szelestem. Tak, to był wózek, ale... ale... zielony, bez budki i jakiś
taki... mały. Zrobiło jej się smutno, ale szybko ukryła twarz w gałązkach choinki. Nie chciała sprawić rodzicom przykrości.
- Kochanie - Mama kucnęła przy niej - w sklepie były tylko takie zielone. Ale nie martw się. Nie
zdążyłam, ale po świętach usiądę do maszyny i uszyję pokrowiec z mojej starej różowej sukienki.
...
Teraz, przy wrzucaniu pierogów do wrzącej wody, przypomniało jej się to wydarzenie sprzed lat.
W domu stała już choinka, przystrojona piernikami, szydełkowymi aniołami, papierowymi zabawkami.
I stara szklana para - muchomor z mikołajem znaleźli tu swoje miejsce. Włos anielski wyszedł z mody,
a watę zastąpiły białe gwiazdki. W tym roku bardzo potrzebne, bo śniegu za oknem nie było wcale.
Na stole biały niebrudzący się obrus, świeca z Caritasu i tradycyjne potrawy -
od lat te same, z wyjątkiem śledzi pod kołderką, które przygarnięte jednego roku czuły się tutaj jak u siebie.
Była też sałatka warzywna, drobno pokrojona przez córkę.
Mała właśnie przebierała się w odświętną sukienkę. To był ten czas, aby powkładać prezenty pod choinkę,
a szczególnie ten jeden - wielki pakunek w kolorowym papierze.
Mąż przeczytał fragment o narodzeniu Jezusa, połamał opłatek. Złożyli sobie życzenia.
Przy dźwięku kolęd z odtwarzacza zjadali wigilijne potrawy. Na sam koniec kluski z makiem.
A po nich można już było rozpakowywać prezenty.
Patrzyła z wypiekami na twarzy jak Mała wyciąga wielką paczkę spod choinki,
jak nerwowo rozwiązuje kokardę, jak papier opada. A potem to już nic nie widziała, bo oczy jej zwilgotniały. Tylko usłyszała:
- Wózek! Różowy! Prawdziwy! Mamo, ta budka się otwiera!
Tak, marzenia się spełniają.
|
Tak, prezenty nie są najważniejsze, choć o prezencie wymarzonym napisałam w tym opowiadaniu :)
Ale chodzi też o to, że w tych prezentach jest Miłość - dorosłych i dzieci, a przede wszystkim samego Boga.
Dzięki Niemu te święta obchodzimy.
Miłość Jezusa Chrystusa, który się urodził i jest z nami.
WESOŁYCH ŚWIĄT życzymy:)
|
|