Dwa Małe Buty Traperskie wysunęły nosy za próg domu.
- Pogoda w sam raz na wędrówkę - powiedział Lewy But. - Idziemy?
- Idziemy! - zdecydował Prawy. - Zdobędziemy najwyższy szczyt w okolicy.
Buty zeskoczyły ze schodków i weszły na szeroką wiejską drogę. Duże kałuże błyszczały w słońcu.
Zboża złociły się na polach. Buty podskakiwały zadowolone, nie zwracając uwagi na to, gdzie skaczą.
Nagle... Pac! Rozbrykany Lewy But wdepnął w burą maź.
- Ble - powiedział z obrzydzeniem.
Prawy But pokręcił nosem.
Na szczęście kawałeczek dalej była kałuża po niedawnym deszczu. Lewy But ochoczo się w niej wytaplał.
- Możemy iść - parsknął zadowolony, wychodząc z wody.
Buty ruszyły w stronę lasu. Droga zrobiła się węższa. Pojawiły się kamienie, zniesione przez deszcz.
Szło się trudniej, ale Buty nie narzekały.
- Zdo-bę-dziemy! - skandowały. - Najwyższy-szczyt-na świecie!
Przez chwilę jeszcze maszerowały raźno, ale z kroku na krok szło się coraz ciężej.
Lewy But pierwszy poczuł zmęczenie.
- Ciężko - wysapał.
- Mnie też - potwierdził Prawy But, z wysiłkiem robiąc kolejny krok.
- Ciężko - marudził Lewy. - Już nie mogę.
- Zaraz będzie mostek. Tam odpoczniemy - pocieszał go Prawy.
Z nadzieją na bliski postój Buty zrobiły kolejne kroki w stronę szczytu.
Jeden zakręt, drugi zakręt i pojawił się oczekiwany mostek. Buty zatrzymały się
na odpoczynek. Nie odpoczywały długo. Siły wróciły im nadzwyczaj szybko i zaczęły się bawić.
Strącały patyki z mostku i biegły na drugą stronę, aby sprawdzić, czyj patyk przepłynął szybciej.
Nabiegały się przy tym solidnie, a kiedy zabawa znudziła im się, ruszyły dalej.
Pierwsze kroki po przerwie nie były trudne, ale bardzo szybko zrobiło się naprawdę ciężko.
Ścieżka mocno pięła się pod górę.
- Nie mam siły - stwierdził Lewy But. - Nie dam rady. Wracamy!
- Coś ty?! Tyle przeszliśmy - zmartwił się Prawy.
- Nie! Nie idę dalej! - stanowczo powiedział Lewy i zatrzymał się.
Prawy But nie miał wyjścia. Nie mógł zostawić go samego. Zmęczone Buty padły w trawę.
Leżały jakiś czas w milczeniu. Niewielki wietrzyk buszował w trawie. Raptem, wesoły śpiew
przerwał ciszę, a za chwilę pojawiły się Wielkie Buty Traperskie. Nie zwalniały nawet na
chwilę. W szybkim tempie pognały w górę.
Lewy But wstał i zdecydowanie powiedział:
- Odpocząłem. Idziemy!
Prawy spojrzał na niego zaskoczony, ale nic nie powiedział. Jak idziemy, to idziemy.
Buty wskoczyły na ścieżkę i teraz już powoli, krok po kroku pięły się w górę.
Czasami na chwilę przystanęły, odsapnęły i szły dalej. Nie rozmawiały, bo brakowało im sił.
Skończył się las. Buty wyszły na słoneczną polanę, na której, jak się okazało, leżały ...znajome
Wielkie Buty Traperskie. Nie udało im się od razu wejść na górę. One także musiały odpocząć.
A szczyt był coraz bliżej. Małe Buty przeszły przez polanę, potem w prawo, ostatnich parę kroków i ...
- Szczyt zdobyty! - wykrzyknął Lewy But, wdrapując się na ogromny kamień. Zaraz dołączył do niego Prawy.
- Ale tu pięknie! - zachwycił się.
Buty spojrzały na siebie i jednocześnie powiedziały:
- Warto było!
Pewnie, że było warto. Z najwyższego szczytu w okolicy rozciągał się cudny widok.
Buty rozglądały się zachwycone i ...dumne, że udało im się tutaj wejść.
Za jakiś czas pojawiły się też Wielkie Buty Traperskie. Miejsca na kamieniu
starczyło i dla nich.
- Tam, tam jest nasz dom! - krzyknął nagle Lewy But.
- Wracamy? - spytał Prawy.
- Wracamy!
Droga powrotna nie była już taka męcząca. Buty wspominały, jak to się szło pod górę,
jakie widoki były na szczycie. I tak rozmawiając, nawet nie zauważyły, jak szybko
znalazły się na wiejskiej drodze. Teraz pobiegły w stronę domu. Zatrzymały się na
progu, odwróciły, spojrzały w górę, skąd dopiero co zeszły i jeszcze dalej, na bok.
A tam zauważyły trochę mniejszą górkę.
- Jutro na nią wejdziemy? - spytał Lewy But.
- A damy radę?
- Pewnie, że tak. Krok po kroku możemy wspiąć się na każdy szczyt.
|