LATAWIEC



Najpierw Tata i Adaś zbudowali latawca. Można było kupić gotowego w sklepie z zabawkami, ale oni chcieli zrobić go sami.

Starannie odmierzyli listewki. Porządnie przykleili do nich mocny, ale cienki papier. Z kolorowej bibuły zrobili odpowiednio długi ogon. Ogon w latawcu jest bardzo ważny. Pozwala mu stabilnie unosić się w powietrzu.

Potem czekali na wiatr. Tata przymocował wstążeczki do anteny za oknem i codziennie rano sprawdzali, jak się wychylają.

- Tato, jest! Jest wiatr! - zawołał Adaś, zeskakując z krzesła, stojącego przy oknie.

Tak, wstążeczki wesoło furkotały. Nie zważając na protesty Mamy, że przecież muszą zjeść śniadanie, ubrali się i pobiegli na pobliską górkę.

Tata mocno trzymał Latawca, który wyrywał mu się z rąk. Chciał latać, latać, latać...

Jeszcze chwila... Uniósł go wysoko nad głowę i... w pewnym momencie wypuścił, a ten wzniósł się. Najpierw nieśmiało, zaskoczony otrzymaną wolnością. Ale zaraz, już, pędził w górę, ciągnąc za sobą falujący ogon. Wyżej, wyżej, wyżej... Może polecieć nad miasto? A może nad las? Dokąd? Którędy? Latawiec szarpał się raz w jedną, raz w drugą stronę.

- Leć ze mną! - zawołał Wiatr z Zachodu. - Lecę nad las.

- Nie, ze mną! - zawołało ze wschodu. - Potańcujemy z żaglówkami na zalewie.

- Nad miasto, nad miasto! - świergotały wróble.

Latawiec chciał zobaczyć wszystko! Natychmiast poleciałby w świat, gdyby nie... sznurek. Tata wciąż mocno trzymał sznurek i kontrolował lot Latawca. Pozwalał mu latać, ale tylko tam, gdzie sam chciał.

- Tato - odezwał się Adaś, wpatrując się w niebo. - On chce polecieć dalej.

- Wiem - odpowiedział Tata. - Ale to nie byłoby dla niego dobre.

- Pozwól, proszę.

- Adasiu, ale wtedy go stracimy.

- Nie - powiedział zdecydowanie Adaś - Nie martw się. Odnajdziemy go.

Tata odwinął kawałek sznurka. Jeszcze trochę. Trzymał już za sam koniec. Latawiec szarpnął, ale to nic nie dało. Uchwyt Taty był mocny, tak jak i mocny był sznurek. ...To był piękny, duży Latawiec. Jak można byłoby go wypuścić? Zgubi się!

Nagle... Tata zdecydowanie otworzył dłoń. Sznurek błyskawicznie uciekł w górę. Latawiec pomknął nad miasto. Teraz naprawdę mógł robić, co tylko chciał. Kochał wolność!

Tata z Adasiem patrzeli jeszcze, aż kolorowy punkt zniknął im z oczu

- Nie martw się Tato. - Adaś chwycił Tatę za rękę. - Jutro go odszukamy.

Nie znaleźli go jednak następnego dnia, a szukali wszędzie. Jeździli samochodem po okolicy. Byli w lesie, nad zalewem. Objechali całe miasto. Wypatrywali go na dachach i na chodnikach. Latawiec przepadł.

Dopiero trzeciego dnia, na Starym Mieście, znaleźli go przy katedrze. Ktoś zatknął go na przykościelnym płocie. Tata delikatnie wyjął Latawca spomiędzy prętów. Jedna listewka była złamana, papier podarty, z ogona zostały strzępki.

- To nic, Adasiu. - Tata spojrzał na smutnego syna. - Naprawimy go.

W domu od razu zabrali się do pracy. Mama w tym czasie upiekła drożdżówkę i przyrządziła herbatę.

- Podaj listewkę i taśmę. A teraz klej - rozporządzał Tata.

Tu przybili, tam skleili, załatali, pomalowali. Po przygodzie zostały blizny, ale Latawiec był już gotowy do kolejnego lotu.

Nie zastanawiali się długo. Wstążeczki furkotały za oknem. Zjedli drożdżówkę, wypili herbatę i poszli na górkę.

Latawiec spokojnie uniósł się na wietrze. Na razie miał dosyć przygód. Posłusznie reagował na każdy ruch sznurkiem. Tata i Adaś biegali po polanie, a Latawiec podążał za nimi. Ale jak poczuł, że musi chociaż kawałeczek polecieć dalej, to i oni dawali się poprowadzić.

- Wiesz, Adasiu - powiedział Tata. - Jak już porządnie nauczy się latać, wypuścimy go.

Latawiec radośnie zafalował ogonem. Tak, kiedyś jeszcze poleci w świat.

------
Bądźcie posłuszni waszym przełożonym i bądźcie im ulegli, ponieważ oni czuwają nad duszami waszymi i muszą zdać sprawę z tego. Niech to czynią z radością, a nie ze smutkiem, bo to nie byłoby dla was korzystne. - Hbr 13,17

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę. - 1 Kor 6,12