PAN BAŁAGAN


- Maciek, idź posprzątaj w swoim pokoju - znienacka powiedziała mama. Znienacka dla Maćka, bo dla mamy sprawa była oczywista. Od czasu do czasu po prostu trzeba było posprzątać, a Maciek odkładał to wyjątkowo długo.
- Oj mamo. Zaraz. - Chłopiec nie znosił sprzątania.
- Nie zaraz, tylko teraz.
- Mamo, ...no zaraz. - Miał jeszcze nadzieję, że może mu się upiecze.
- Zmykaj - stanowczo powiedziała mama.
Chłopiec ze skwaszoną miną powlókł się do pokoju. Nacisnął klamkę, ale drzwi nie chciały się otworzyć. Jeszcze raz spróbował. Drzwi ani drgnęły. Wydawało się, jakby ktoś trzymał je z drugiej strony.
- Chcę wejść! - krzyknął.
- A kto ty jesteś? - coś zachrypiało ze środka.
- Jak to kto? Maciek! To mój pokój. Otwieraj!!! - wrzasnął chłopiec i z całej siły pchnął drzwi. Zdenerwowany wpadł do pokoju. Na jego krześle, przy jego stoliku siedział chłopiec.
- Kto ty jesteś i co tutaj robisz? - szybko spytał Maciek.
- Jestem Pan Bałagan - odpowiedział przybysz. - Czemu się tak dziwisz? Ty mnie zaprosiłeś.
- Chyba oszalałeś! W życiu! - oburzył się. - A teraz słuchaj... To jest mój pokój i nikt, bez mojego pozwolenia, nie może tutaj wchodzić! Jasne? - Maciek był bardzo zaniepokojony, ale nie dał tego po sobie poznać.
Pan Bałagan, jakby nigdy nic, podszedł do chłopca i wyciągnął do niego rękę. - Może się zaprzyjaźnimy?
Maciek dokładnie przyjrzał się nieproszonemu gościowi. Bałagan był niewysoki. Miał, tak jak chłopiec, niebieskie oczy i jasne włosy. Tylko że jego włosy były mocno potargane. Przez ramię Bałagana przewieszona była wielka dziurawa torba, z której przy najmniejszym ruchu wysypywały się różne przedmioty.
- Ale mi tu naśmieci - pomyślał Maciek, a głośno powiedział - Możemy spróbować. Ale niczego nie ruszaj.
- Usiąść mogę?
- Możesz. Ale nie na moim krześle - dodał szybko, gdy zauważył, że jest to jedyne wolne miejsce. Pan Bałagan wpasował się między porozrzucane na łóżku ubrania. - Tu jest świetnie. Niesamowity masz ten pokój.
- Mi też się podoba.
Siedzieli tak przez chwilę w milczeniu. Maciek podejrzliwy. Bałagan rozluźniony, w doskonałym humorze. Czuł się jak ryba w wodzie.
- Wiesz, a może mógłbym się zatrzymać na dłużej? - spytał po chwili Pan Bałagan. - Co ty na to?
Propozycja była dziwna, ale gość też nie należał do zwyczajnych.
- No dobra - powiedział Maciek po dłuższej chwili. - Możemy spróbować, ale musisz przynieść jakiś materac.
Za godzinę Pan Bałagan wrócił z materacem i ... zaczęło się ich wspólne mieszkanie. Było im wyjątkowo dobrze. Świetnie się rozumieli. Nikt nikogo nie zmuszał do chowania rzeczy w szafie, czy co gorsza ścierania kurzu.
Pan Bałagan mieszkałby tam pewnie do dzisiaj, gdyby nie jedno wydarzenie.
...
Była sobota i Maciek nie poszedł do przedszkola. Od rana bawił się samochodami z Bałaganem. Na podłodze było mnóstwo zabawek. Nawet książki pospadały z półek. Ale chłopcu i Panu Bałaganowi to zupełnie nie przeszkadzało.
Niebieski Miś miał jednak tego dosyć. O dłuższego czasu mieszkał z dala od rodziny. Postanowił w końcu to zmienić. Musiał dostać się do swojego domu w koszu wiklinowym. Nie była to droga usłana różami, o nie. On jednak nie zrezygnował. Zdesperowany ruszył przed siebie. Długo przedzierał się przez porozrzucane zabawki. Niestety, gdy już, już miał włożyć nogę do kosza i przytulić stęsknione misiaczki, wpadł na niego rozpędzony samochód.
- Auuu! Boli! Moja noga! - zapłakał Niebieski Miś. Maciek szybko podbiegł do półki, gdzie zawsze leżały przybory lekarskie. Ale półka była pusta.
- Gdzie jest bandaż? - zawołał do Pana Bałagana.
- Nie mam pojęcia - spokojnie odpowiedział Bałagan.
Maciek nerwowo biegał po pokoju. Rozgarniał rękoma zabawki, ale nigdzie nie było torebki z bandażem. A Miś cały czas cichutko jęczał w kącie pokoju.
- Nic tutaj nie mogę znaleźć - wołał zrozpaczony chłopiec, stojąc na środku pokoju. ...I w tym momencie przestraszony zauważył, że Pan Bałagan nie jest już małym chłopcem. Przez ten czas, gdy mieszkali razem, Bałagan mocno urósł. Był olbrzymi! Przerażająco olbrzymi! Przewalał mu się pod nogami, w dalszym ciągu bawiąc się samochodami i w nosie miał chorego Misia.
- To wszystko przez ciebie. Idź sobie! - krzyknął Maciek do Bałagana, ale... zaraz zrobiło mu się głupio. Do tej pory świetnie im było razem. Sam chciał, aby Bałagan z nim zamieszkał. Byli naprawdę dobrymi kumplami. Co się zmieniło?
- Nie chcę mieć takiego przyjaciela - pomyślał Maciek i szybko zaczął zbierać zabawki. Klocki do koszyka, książki na półkę, żołnierzyki do pudełka. Szybko! Szybko! Trzeba ratować Misia. Pan Bałagan kurczył się coraz bardziej, i bardziej, aż stał się zupełnie maleńki. I wtedy znalazł się bandaż.
- Nareszcie! - Maciek podbiegł do Niebieskiego i zabandażował mu chorą nogę. Położył Misia do kosza wiklinowego. Potem rozejrzał się po pokoju i sprawdził, czy wszędzie jest porządek. Na koniec zajrzał do małego pudełka z drobiazgami.
- A, tutaj się schowałeś - zawołał chłopiec wesołym głosem.
W pudełku skulony siedział Pan Bałagan.
- Tutaj możesz mieszkać - przyzwolił Maciek. - Będziemy się bawić razem, ale pamiętaj: po zabawie zawsze musisz wracać do pudełka!