|
Wspomnienie pierwszej komunii Maćka, jeszcze świeże. Chcieliśmy, aby to wydarzenie odbyło się
w Wielki Czwartek, w dzień ustanowienia sakramentu eucharystii. Nieśmiało poprosiliśmy proboszcza;
zgodził się, z czego bardzo się cieszymy.
Najpierw I-a spowiedź, w Wielką Środę. Fatalnie wyszło, bo spóźniliśmy się trochę.
Myślałam, że mamy przyjść pół godziny później. Ale proboszcz był wyrozumiały
i szybko wyspowiadał Maćka.
Maciek przez pół dnia robił rachunek sumienia,
pomagając sobie karteczką, którą dostał od siostry katechetki (całkiem sensownie
napisana). Najpierw modliśmy się krótko (tzn. ja i Maciek, Szymon był w pracy),
prosząc o dobry rachunek sumienia, a potem zostawiłam go samego. Po pięciu
minutach przyszedł zadowolony, że już zrobił. Trochę się zdziwiłam, czemu dałam
wyraz. Poszedł znowu. Jeszcze pytał się, z czym ja robię rachunek sumienia.
Pokazałam mu jakiś list św. Pawła. Powiedział, że za trudny i wrócił do swojego
rachunku sumienia, opartego na 10 przykazaniach i 5 kościelnych. Przyszedł po jakimś
czasie i stwierdził, że nie może tych grzechów zapamiętać. Porozmawialiśmy sobie,
że nie musi, ale niech się postara. Ciekawe to było doświadczenie. Bo i pytać nie
można wprost o jego grzech. Chyba po raz pierwszy spotkałam się z tym, że syn ma
tajemnicę, że coś jest między nim i Bogiem, do czego ja nie mam dostępu. Miłe
doświadczenie.
Niesamowite jest też to, że jego I-a spowiedź była w rocznicę jego chrztu.
Tak dużo piszę o spowiedzi, bo mocno uwrażliwialiśmy go na to, że spowiedź nie jest
wstępem do komunii, ale oddzielnym sakramentem, tak samo istotnym jak komunia.
Myślę, że za mało o tym się mówi na katechezie. Żeby jeszcze podkreślić wielkość,
tego, co się wydarzyło, daliśmy mu prezent od nas właśnie po spowiedzi. Dostał
zegarek. Mocno się zdziwił, bo nie spodziewał się, że cokolwiek od nas na komunię
dostanie (takie ma zdanie o rodzicach ;-)). |
- Macie w tym roku komunię?
Takie pytanie, wypowiedziane współczującym tonem słyszeliśmy od czasu do czasu.
|
W Wielki Czwartek wszystko było tak jak powinno być.
Jedyny problem Maćka to była
biała koszula, która według niego była okropna (pewnie po tacie taki z niego elegant ;-)).
Ale i tak oszczędziliśmy mu krawata, muszki,
garniturka i lakierek. Ubrany był w koszulę i kurtkę dżinsową - nową. Ten to ma szczęście
z takimi rodzicami.
Jak wygląda w naszej parafii eucharystia wielkoczwartkowa można przeczytać w tekście
o
Świętym Triduum Paschalnym.
Siedzieliśmy razem z Maćkiem
w ławce i czuliśmy się uroczyście, ale nie z powodu komunii, ale dlatego że zaczęło się triduum.
Byliśmy wdzięczni Bogu.
Maciek i pozostałych 4 chłopców niosło w procesji z darami kwiaty dla ojców (franciszkanów oczywiście)
i to był taki dla nich dodatkowy element. Maciek nie protestował; uznał że może zanieść.
Szymon poszedł z nimi.
Do komunii chłopaki mieli przystępować jako pierwsi, ale w otoczeniu rodziny. Trochę tam było
zamieszania. Zabrakło komentarza technicznego i ludzie się pospieszyli. Szymon
szedł pierwszy (w naszej rodzinie), za nim Maciek, a potem ja. Tak chcieliśmy; aby to tata prowadził
syna do komunii. Komunia była pod dwiema postaciami. Maciek skrzywił się (postać Krwii Pańskiej
nie spodobała mu się). Pytał się, czy tak jest zawsze. Potem w klasie kolegom opowiadał, że była
niedobra.
Parafianie o tym, że chłopcy będą przystępować do I-ej komunii, usłyszeli w komentarzu na wstępie
i w homilii (ale bardzo krótko - i dobrze). Na koniec eucharystii proboszcz poprosił chłopaków przed
ołtarz (zaskoczył nas tym zresztą - ale pozytywnie). Chciał ich pokazać wszystkim. Dostali pamiątkowe
obrazki i oklaski od ludu. Było to bardzo miłe.
|
tata_Szymon
mama_Kasia
|
A potem była u nas kolacja w otoczeniu najbliższych. Magda (chrzestna Maćka)
dostała wolne i też mogła przylecieć ze Stanów. Szymon miał dylemat, czy umyć gościom nogi. Mamy taki
zwyczaj w domu, że po Wieczerzy Pańskiej, podczas której w kościele proboszcz obmywa nogi kilku mężczyznom
(znowu odsyłam do tekstu o triduum), Szymon obmywa w domu nasze nogi. Tym razem mieliśmy gości na kolacji
i powstał mały problem. Szymon jakoś tak zgrabnie zebranym wytłumaczył co i jak. Do mycia zgłosiło się
paru chętnych (przede wszystkim Anula, która czekała na to cały post).
Kolacja jak zawsze po Wielkim Poście pełna smakołyków, ale na pewno nie tak wystawna jak to się
teraz urządza z okazji I-ej komunii. Nazwałabym ją nawet skromną. Myślę, że było smacznie ;-)
Maciek ucieszył się z prezentów, którymi został obdarowany. Chyba myślał, że oprócz deskorolki
("zamówił" u babci) dostanie tylko "kościelne" prezenty. A dostał fajny worek-huśtawkę z Ikei i drabinkę
sznurową i takie uchwyty; encyklopedię multimedialną, "Zwierzaki Wajraka" (podpowiedziałam
wspólnocie), "Bombową Biblię" (komiksowo-żartobliwe wydanie), scyzoryk i pieniądze od babć i dziadka. A jeszcze od
babci obrazek krzyżykowy, ręce złożone do modlitwy. Powiedział, aby mu przywiesić tak,
żebyśmy je widzieli z dużego pokoju, żeby nam przypominały o modlitwie. (Ale jakoś nie modliliśmy
się wspólnie od tego czasu; nie możemy wejść w rytm; szczególnie że odzwyczajamy Gabę od
zasypiania przy piersi - Szymon usypia ją samodzielnie; z powodzeniem)
I takie to nasze doświadczenia pierwszokomunijne! |
babcia
- Mieliśmy w tym roku komunię i bardzo się z tego cieszymy :-)))))
|
|