|
- Jedzie pociąg z daleka. Na nikogo nie czeka. Konduktorze łaskawy, zawieź nas
do Warszawy - śpiewały wagoniki.
Kolorowy pociąg jechał doliną między wzgórzami. Pędził, nie zważając na nic.
Wciąż do przodu, przed siebie. Mijał małe domki na wsi, duże domy w mieście,
żółte pola, zielone lasy, mosty. Tyle ciekawych rzeczy. Ale wagoniki nie
miały czasu tego oglądać. Spieszyły się. Przed nimi był cel, do którego
trzeba było jak najszybciej dotrzeć.
- Mu-si-my się spie-szyć - sapała Lokomotywa.
- A po-co? A po-co? - naśladował ją wagonik, który jechał na końcu.
Dobrze, że inne go nie słyszały. Wszystkie były przekonane, że muszą
dojechać jak najszybciej.
- U-uuu! - zatrąbiła Lokomotywa. - U-waa-gaa! Czerwone światło na semaforze.
- Puff. Stoimy.
I cały pociąg zatrzymał się w szczerym polu. Przed nim widać było tylko
ostre czerwone światło semafora.
- Dlaczego? Dlaczego? - pytały wagoniki.
- Spóźnimy się - niepokoił się pierwszy z nich.
- No cóż? - sapnęła Lokomotywa. - Nic na to nie poradzimy. Musimy poczekać.
Nie, wagoniki zdecydowanie nie lubiły czekać. Wierciły się na torach.
Skrzypiały kołami. Szeptały zaniepokojone:
- Nie możemy czekać. Musimy jak najszybciej dojechać do celu. Nie mamy
czasu.
- Skoro nas zatrzymali, to znaczy, że mamy czas - powiedział ostatni z
wagoników. - W końcu kiedyś nas przepuszczą i dojedziemy tam, gdzie mamy
dojechać.
- Kiedyś? - oburzył się ten z przodu pociągu. - Ja muszę być pierwszy!
A cały pociąg musi dojechać jak najszybciej!
- U-uuu - odezwała się Lokomotywa. - Coś słyszę.
- My też! My też! - zawtórowały wagoniki.
Po chwili obok nich przemknął wspaniały, błyszczący pociąg ekspresowy.
Wagonikom zrobiło się nieswojo. Poczuły się takie ...małe i nic
nieznaczące. Ale potem czerwone światło zgasło i pociąg ruszył.
W miarę, jak nabierał tempa, wagoniki weselały. Lokomotywa już tak
nie pędziła, więc miały czas, aby przyjrzeć się domom, lasom, polom.
Nie zauważyły co prawda sarny, która na chwilę wyszła z lasu, ale to
byłaby już przesada. Przecież musiały jechać na tyle szybko, aby na
czas dotrzeć do celu.
- U-uu! U-uu! - trąbiła Lokomotywa, mijając kolejną stację.
- Jestem pierwszy, jestem pierwszy - przechwalał się wagonik, który był na
samym przodzie.
- To niesprawiedliwe - naburmuszył się ostatni z wagoników. - Ja też chcę
być pierwszy.
- A nie-e - z niemiłym uśmieszkiem powiedział ten z przodu. - Tylko
ja mogę być pierwszy. Jestem najlepszy - dodał jeszcze.
Rzeczywiście przez całą drogę to on jako pierwszy przybywał na kolejne
stacje. Ale czy był najlepszy? Wyglądał tak samo jak inne wagoniki.
Jeździł z tą samą prędkością. Tak samo turkotały na szynach jego koła.
- U-uuu - zatrąbiła Lokomotywa. - Zbliżamy się do kolejnej stacji.
- Będę pierwszy! Będę pierwszy! - krzyczał początkowy wagonik.
- Puff, puff - wysapała lokomotywa, wjeżdżając na peron. - Jesteśmy -
zapiszczała, a potem głośno zapowiedziała:
- Uwaga! Uwaga! Wagonik numer 1 - pierwsze miejsce! Wagonik numer
2 - drugie! Wagonik numer 3 - trzecie? U-uuu.
- I znowu to samo - pomyślał ostatni. - Znowu jestem na szarym końcu.
Na stacji rozległy się hałasy:
- Zgrzyt. Stuk. Stuk.
Młotki, śrubokręty i inne narzędzia uwijały się przy pociągu.
- Co się dzieje? Co się dzieje? - szeptały między sobą wagoniki.
- Uspokójcie się - powiedział Pierwszy. - Muszą nas przygotować do
dalszej drogi.
- Do mnie, do mnie - zawołał jeszcze. - Tutaj, tutaj. Sprawdźcie tutaj.
Coś mi skrzypi za lewym kołem.
Narzędzia pospiesznie zbliżyły do niego.
Pierwszy był bardzo zadowolony:
- Tak. Tak. ...I jeszcze tutaj. I ...tutaj - instruował. - Muszę być
najlepszy!
- Iiii - zapiszczało.
- Szruuu - zaszurało.
I puściło!
Lokomotywa odjechała, a wagoniki zostały same.
- Co się stało? Co się stało? - zaniepokoiły się. - Czemu nie ma Lokomotywy?
Jak my dalej pojedziemy?
- To nic - uspokajał Pierwszy, pusząc się na peronie. - Teraz ja będę
prowadził.
- Nie możesz - zahuczał ten z tyłu. - Nie masz silnika.
- Wielkie mi co - krzyknął Pierwszy. - Może mi zainstalują.
Ale nic takiego się nie stało. Narzędzia zrobiły swoje i opuściły
przód pociągu. Pierwszy wagonik został sam. Młotki i śrubokręty, a
także pozostałe narzędzia przemieściły się na koniec. Po chwili z
tamtej strony pojawiła się też Lokomotywa.
- Puff. Puff.
A potem było słychać wielki:
- Stuk!
I jeszcze:
- Zgrzyt!
Wagoniki, jeden przez drugiego, pytały:
- Co się dzieje? Co się dzieje?
Pierwszy próbował dojrzeć, co się stało na końcu. Tak się wychylił,
że o mało co, a wypadłby z torów. A potem narzędzia zniknęły. Nastała cisza.
I tylko małe:
- Puff - oznajmiło, że pociąg rusza.
- U-u - nieśmiało zatrąbiła Lokomotywa. - Ruszamy!
Pierwszy wagonik poczuł jak coś szarpnęło go do tyłu i niespodziewanie
pociągnęło.
- Nie w tę stronę! - krzyknął. - Nie w tę stronę jedziemy!
- O-o! O-o! - zdołały tylko powiedzieć wagoniki.
- Teraz ja jestem pierwszy - ucieszył się ten ostatni, który niespodziewanie
znalazł się z przodu pociągu. - Nic na to nie poradzisz - zawołał do
Pierwszego. - Zmienił się kierunek jazdy.
- Ale nie martw się - krzyknął jeszcze. - Przecież i tak wszyscy razem
dojedziemy do celu.
Pociąg jechał dalej, a wagoniki zgodnie śpiewały:
- Jedzie pociąg z daleka na nikogo nie czeka. Konduktorze łaskawy,
zawieź nas do Warszawy.
- U-uuu - podsumowała Lokomotywa.
rysunek 4-letniej Gabrysi
|
|