|
Majka, dwa lata z hakiem, na mszy próbuje odmawiać "Ojcze
nasz". Gdzieś w połowie się zamyśliła, a w ciszy po modlitwie zadała
pytanie:
- A czy tam mieszka królewicz?
Wytrzeszczyłam na nią oczy, więc mi wyjaśniła:
- No, w tym ... przyjdźkrólestwie.
5-letnia Ania: Tato, tato, mól, mól!!! Trzeba go zabić! Chodź tu ! ... Uciekł ... Może to dobrze.
Wreszcie będę miała jakieś zwierze w domu ... MOLA!
Szymon w soboty rano ma wychodne, idzie na samodzielną wycieczkę do lasu. Kiedy raz spóźnił się, przywitałam
go bardzo niezadowlona .
- No, nie wiedziałem, która godzina - tłumaczył się.
- Jak się idzie, to trzeba patrzeć na zegarek - ja na to.
- Jak się idzie, to trzeba patrzeć pod nogi - skwitowała Ania.
Rozmowa z Martą na temat Biblii.
Mama pyta:
- A jak się nazywały dzieci Adama i Ewy?
- No, Abel i Kabel!
Byliśmy z 3-letnim Maćkiem w zoo. Oglądaliśmy różne egzotyczne zwierzęta, m.in kapibarę (taki gryzoń
wielkości świnki). Kapibara była w sporej odległości od nas. Mimo wszystko próbowaliśmy Maćkowi
pokazać ją.
- Zobacz Maciek, tam jest kapibara, taka duża z włosami ...
- Wygląda jak bocian - na to nasz syn (rzeczywiście obok było stadko dobrze znanych mu bocianów) .
- Nie, nie tam. O tam, zobacz - próbujemy dalej. - Widzisz?
- Tak, tak - ucieszył się Maciek.
No, udało się. Zadowoleni oglądamy zwierzęta. Nagle Maciek mówi:
- O tata, zobacz, kapibar poleciał ...
Zuzia i Kuba (oboje lat 4). Zuzia pyta Kubę:
- Czy weźmiesz ze mną ślub?
- Noooo - odpowiada Kuba. - Tak, aleee nie mogę...
Przyszła teściowa (czyli mama Zuzi):
- Kuba, ale dlaczego nie możesz?
- Nooo bo nie mam...
- Czego nie masz?
- Krawata.
Ania generalnie nie chce być dorosła. Uważa, że dorosłość nie pozwoli jej na liczne
dziecięce przyjemności. Nie chce też pracować. Postanowiła, że gdy będzie dorosła,
będzie bawić się z ... mężem, teściową i z Gabrysią!
Czy wiecie, po co są studia?
Kiedyś przeprowadziłam z Anią taką rozmowę:
- Mamo, gdzie znajduje się męża?
- Ja poznałam tatę na studiach.
Chwila zastanowienia. A potem Ania z niepokojem:
- Ale czy tam są jeszcze męże?
Pod koniec nabożeństwa w zborze babtystów pastor
odczytuje tradycyjnie przeróżne ogłoszenia. Zapowiada, że w związku ze świętami w najbliższą niedzielę,
szkółki niedzielnej nie będzie. Wtedy spod
ściany odzywa się wcale nie szeptem szczery mały buntownik: "I dobrze!"
Uczę Anię liczyć.
- Ania, jeśli masz jednego cukierka i dam ci jeszcze jednego, to ile będziesz miała?
Anula bezradnie rozkłada ręce:
- Ale ja nie mam żadnych cukierków.
Nauki ciąg dalszy. Maciek przyniósł jabłka:
- Ania, masz dwa jabłka ...
Anula wdzięcznie rozkłada ręce:
- Ale ja już jadłam dzisiaj jabłko.
I jak tu z nią pracować?
Ania ryczy, bo ma posprzątać. Mówi, abym jej pomogła. Gdy nie zgadzam się,
wściekła krzyczy:
- Mamooo, jesteś ..., jesteś niezdarna ... jak pomidor!
Mama: - Człowiek jest tak właśnie zbudowany, że musi robić siku.
4-letni Maciek: - Mamo, człowieki nie są zbudowane, tylko urodzone.
Maciek "trąbi" na zwiniętej chorągiewce w czasie, gdy próbujemy słuchać wiadomości.
- Maciek, ciszej! - upominamy go kilka razy.
- Chcecie, żebym ciszej trąbił? - pyta w końcu rzeczowo Maciek.
- Dużo ciszej.
- No, ... ale nie mam takiej trąbki.
A tak starszy brat przywitał nowo narodzoną siostrę (miał wtedy 3 i pół):
- Cicho Anula, cicho. Taty nie ma w domu, ja pracuję (stukał coś na komputerze).
Nie płacz. Jesteś w domu, w rodzinie.
Anula przybiegła do mnie.
- Jestem zła!
- Dlaczego jesteś zła?
- Na Maćka.
- A co on takiego zrobił?
- Jest zły.
Po chwili:
- Jestem zła na ciebie! Maciek! Nie strzelaj!!!
Anula jest zafascynowana zakupami:
- Co mi kupisz? Kupisz mi sukienkę? O! Jeżyk! Kupisz mi? Fajna bluza. Kupisz mi piżamkę?
I to wszystko w czasie jednych krótkich zakupów.
A teraz parę ckliwych wyznań Ani:
- moja cieplutka mama
- ty moja świnio (powiedziane bardzo serdecznie)
- stary gówniarz (pieszczotliwie o bracie).
Michałek bardzo boi się wielkich budowli, w tym kościołów.
Dziadkowie byli na spacerze z wnuczkiem i spotkali zakonnice, i Michał
rozpoczął z nimi rozmowę. Na końcu konwersacji zakonnice spytały, czy w
takim razie chce z nimi iść. Na co Mały odpowiedział:
- Nie, bo ja to się boję kościoła jak diabeł święconej wody.
Zakonnice w śmiech, a dziadkowie byli czerwoni jak buraczki :-))
Anuli zgubił się jeden z puzli. Nudziła, aby pomóc jej szukać.
- Sprawdź na podłodze, pod spodem - powiedziałam, myśląc że poszuka pod gazetami.
Patrzę, a Anula leży na podłodze z okiem tuż przy ziemi.
- Co robisz? Gdzie szukasz puzla?
- Tam - pokazała wąziutką szparę między deskami.
- Aniu, umiesz "jeleń" - spytałam, chociaż wiedziałam, że nie potrafi.
- Nie.
- A jak mówisz?
- Lejeń.
- A chcesz się nauczyć? (cisza) Powiedz "je..." (znowu cisza)
- Umiem "żółw".
|
|