WIELKI PROBLEM MAŁEJ DZIEWCZYNKI


Ania uwielbiała zbierać grzyby. Oczywiście nie sama. Do lasu chodziła z rodzicami. Tego dnia też była w lesie. Szła powolutku i co jakiś czas zatrzymywała się i rozgarniała trawę. Szukała kurek, takich żółciutkich grzybów, które swoim kolorem przypominały kurczaki. Od dłuższego już czasu nic nie znalazła. Zaczynała się nudzić, ... i te nogi. Były bardzo zmęczone. Szła coraz wolniej i wolniej. W końcu usiadła na pieńku pod białą brzozą i zamyśliła się.
- A może znajdę takiego wielkiego grzyba? - myślała. - I ugotuję w dużym garnku zupę grzybową dla mamy i taty.
Rozmarzona zamknęła oczy, a kiedy ponownie je otworzyła, obok swojego buta ujrzała piękną kurkę. Jak mogła jej wcześniej nie zauważyć? Schyliła się, aby wyjąć ją z ziemi. Chwyciła grzybka ...
- Aj! - usłyszała i szybko cofnęła rękę.
Kurka wyprostowała się. Przed Anią stał mały miś. To, co wcześniej wydawało się być kapeluszem grzyba, okazało się plecami misia.
- Cześć! Nazywam się Miś, a ty? - powiedział niedźwiadek i pomachał do niej łapą.
- Jestem Ania - przedstawiła się dziewczynka. Owszem, zdziwiła się, że kurka jest misiem, który w dodatku potrafi mówić, ale... tak bardzo lubiła zawierać nowe przyjaźnie. A wszyscy wiedzą, że przedstawienie się to początek przyjaźni.
- Właśnie ćwiczyłem skłony, kiedy mnie uszczypnęłaś - wyjaśniał Miś. - Długo na ciebie czekałem i cały już zdrętwiałem. Co cię zatrzymało? - Miś jakby troszkę gniewał się na nią.
- Ale...ale ja wcale nie wiedziałam, że czekasz na mnie - tłumaczyła się Ania. - Zbierałam grzyby. Potem usiadłam i myślałam. A potem zobaczyłam ciebie.
- Ach tak.... no dobrze, kiedyś to sobie wyjaśnimy. Ale teraz zabierz mnie do domu. Mam już dosyć tego siedzenia pod brzozą - zarządził Miś i zaczął wdrapywać się po nodze Ani. - Pomóż mi. Na co czekasz?
Dziewczynka posłusznie wzięła niedźwiadka na ręce, a potem schowała go do kieszeni bluzy.
- Jakiś dziwnie nerwowy miś, zupełnie jak nie miś - pomyślała, ale nic nie powiedziała. Wszak sama też bywała nerwusem, tak przynajmniej twierdziła mama. - "Ania z charkaterkiem i miś z charkaterkiem" - uśmiechnęła się, zadowolona, że przypomniała sobie to trudne słowo, którego czasem używali rodzice.
I taki był początek prawdziwej przyjaźni. Ania opiekowała się Misiem jak mogła najlepiej, a on - też najlepiej jak mógł - pomagał jej rozwiązywać przeróżne poważne problemy. A jakie? Ho, ho... na przykład... na przykład mycie włosów.


Ania nie znosiła mycia włosów. Zawsze próbowała odłożyć to na jutro.
- Mamo! Teraz jest jutro? - pytała przed kąpielą.
- Nie, teraz jest dzisiaj.
Następnego dnia rozmowa powtarzała się.
- Czy teraz jest jutro?
- Nie, dzisiaj, ale i tak musisz umyć włosy - cierpliwie tłumaczyła mama.
- Ale miałam jutro - ze łzami w oczach mówiła Ania. Jej buzia wykrzywiała się w podkówkę, a potem to już tylko był jeden wielki szloch.
I tak za każdym razem, ... aż do dnia, kiedy w domu pojawił się nowy przyjaciel Ani, mały żółty Miś. Miś zamieszkał u nich w sobotę przed obiadem, a zaraz po kolacji było mycie włosów.
- Aaaa! Uuuu! Nieee! Aaaa!- słychać było z łazienki. Potem była cisza i do pokoiku weszła ... uśmiechnięta Ania.
- Co tam się działo? - krzyknął Miś. - Smoki? Potwory? Duchy? Mów prędko! Ktoś cię zaatakował? - niedźwiadek aż podskakiwał ze zdenerwowania.
- Yhy. Nic - zmieszana dziewczynka spuściła oczy, zmarszczyła brwi. Wyraźnie nie miała ochoty na rozmowę. Usiadła na brzegu łóżka i milczała.
- Mów - niecierpliwił się Miś. Wdrapał się na kolana Ani i wiercił się tam okropnie.
- Ma-ma, myła mi... włosy - wydukała.
- No to co?
- Woda leciała, i miałam mokre oczy. Nie lubię mycia włosów! - zapłakała. Było jej wstyd. Czuła, że źle zachowała się w łazience, ale nie mogła się powstrzymać. Kiedy tylko woda spadała jej na głowę, przestawała myśleć. Nic nie pomagały tłumaczenia mamy. Ania nic nie słyszała, tylko własny krzyk.
- Zaraz, zaraz - Miś aż wstał ze zdziwienia. - Boisz się mycia włosów?
- Tak - wyszeptała Ania.
- A lubisz się kąpać?
- Oczywiście! Lubię, jak jest tak dużo piany.
- Myślałem, że nie lubisz wody - droczył się Miś. - Dziwną jesteś dziewczynką. Nie lubisz wody, a potem lubisz.
- Nie lubię, jak leci mi do oczu.
- A kto powiedział, że przy myciu włosów woda musi lecieć do oczu? - zdenerwował się niedźwiadek. Jego żółte futerko aż iskrzyło. - Popatrz, popatrz - Miś stanął na rękach, aż kudełki z czubka głowy zwiesiły mu się. - Przechyl głowę do tyłu. Widzisz, włosy spadają ci do samej podłogi.
Ania leżała na łóżku ze zwieszoną głową.
- Ha, ha - zaśmiała się. - Lampa stoi na podłodze, a wózek wisi na suficie. Śmieszne.
- Pewnie, że śmieszne.
- Ale w wannie to nie jest śmieszne - powiedziała poważnie, a potem odwróciła się plecami do Misia, przykryła kołdrą i chyba zasnęła.
...
Minęły dwa tygodnie, dwa wesołe tygodnie, w których nikt nie chciał myć Ani włosów. Minęły i znowu była sobota po kolacji i mama powiedziała:
- Aniu, musisz umyć włosy.
- Nieeeee! Nieeeee! - wrzasnęła Ania i pobiegła schować się w swoim pokoju.
- Nie możesz tak ciągle wrzeszczeć. Uszy od tego puchną - poskarżył się Miś. - Musimy coś z tym zrobić.
- Ale ... co? - łkała Ania. - Nie chcę ... myć ... włosów.
- Dobra, dobra. Zrobimy eksperyment. Najpierw ty umyjesz mi włosy, a potem ...
- Co potem? - zainteresowała się dziewczynka.
- A potem, to zobaczymy potem - powiedział tajemniczo Miś.
- Możemy spróbować - zgodziła się łaskawie.
Poszli do łazienki. A tam okazało się, że wcale nie jest tak łatwo umyć włosy Misia. Ania musiała być bardzo ostrożna, żeby nie nachlapać mu wody do oczu. Niestety, raz czy dwa razy woda naleciała Misiowi do oka i do ucha, ale on nic, ani nie pisnął. A miał na to wielką ochotę.
- Gotowe - powiedziała zadowolona Ania, kiedy spłukała resztki szamponu z głowy niedźwiadka.
- No nareszcie. Myślałem, że już nigdy nie skończysz.
- Skończyłam, skończyłam. Powąchaj, jak ładnie pachniesz. Tak waniliowo.
- Czemu to tak długo trwało? - dopytywał się Miś, wycierając głowę ręcznikiem.
- Nie chciałam, żeby ci woda naleciała do oczu - powiedziała zatroskana Ania. - Ale i tak mi się nie udało.
- Nic nie szkodzi.
- I co teraz? - spytała Ania. - Miało być coś potem.
- No wiesz, myślałem, ... że może potem ... mama umyje twoje włosy - powiedział niepewnie Miś, zerkając na Anię. Miał nadzieję, że dziewczynka zgodzi się.
Ania popatrzała na niego, a potem zamyśliła się. Myślała bardzo, bardzo długo.
Dowiedziała się dzisiaj, że nie jest łatwo umyć komuś włosy, tak żeby ani kropla nie spadła do oczu. Czasami to się zdarza nawet najlepszym "umywaczom" włosów. - A może spróbować - myślała. Może gdyby siedziała tak spokojnie jak niedźwiadek i gdyby głowę odchyliła tak mocno, mocno, że cały świat byłby do góry nogami ...
- Dobrze! - powiedziała odważnie po długiej chwili. - Spróbuję.
- No, nareszcie. Brud z głowy - problem z głowy - rozweselił się Miś. - A potem to już będziemy pachnieć jak dwa waniliowe ciasteczka. Mniam, mniam.
- Czy ja coś słyszałam o ciasteczkach? - spytała mama, zaglądając do łazienki. - Mam wielką ochotę na dwa małe waniliowe ciasteczka - powiedziała, łaskocząc Anię pod pachami.
- Hi, hi, hi - roześmiała się Ania. - Zaraz dostaniesz te ciasteczka, tylko jeszcze jednemu musisz umyć włosy.
I tak śmiejąc się i żartując zabrały się do roboty.