|
To jest bajka, ale bajka inna, bajka niekoniecznie dla wszystkich dzieci, niekoniecznie
dla każdego.
Napisałam ją przede wszystkim dla tych, których anioły już odeszły...
Wyszywając kwadraciki na kołderki dla dzieci ciężko chorych, spotykam się ze śmiercią.
Nie tak, jak oni, ale jednak trochę też. To doświadczenie i blog mamy Zuzi spowodowały,
że powstała ta bajka-niebajka.
W naszym domu mieszkał Anioł.
|
Była wiosna, ta szczególna pora roku, gdy tak mocno zmienia się świat, ...na lepsze.
Z początku pojawiają się drobnostki. Ot, zielony kosmyk trawy, pączek na krzaku,
kwiatek w ogódku. I słońce... Najpierw nieśmiało, ale skutecznie topi szare resztki śniegu.
Potem już grzeje na całego. Tak rodzi się nowy świat; świat słońca, uśmiechu, ciepłego
powietrza ...
Właśnie wiosną pojawił się u nas Anioł; niestety na krótko ... Był malutki i nieporadny.
Trzeba było karmić go mlekiem i zakładać pieluszki. Nie od razu zorientowaliśmy się, że to
Anioł. Może mama, może ona coś więcej wiedziała. Wpatrywała się w zawiniątko tak często i
tak uważnie. Musiała coś zauważyć. Pewnie dlatego dała mu, a właściwie jej (okazało się, że
Anioł jest dziewczynką) na imię ... Anielka.
Na początku trochę było z nią kłopotów. Przede wszystkim nie mówiła. Ciężko jest się z kimś
dogadać, gdy on zupełnie nie mówi. Nie mieliśmy pojęcia, czego od nas chce. Oprócz mamy, ona
szybko nauczyła się obcego języka. Wiecie, że jest język angielski, czy niemiecki. Może nawet
słyszeliście o języku suahili. Ale czy znacie język płaczu? No właśnie, my też nie znaliśmy. A
w takim właśnie języku rozmawiała z nami Anielka. Wiadomo było, że mówi (chyba cały blok o tym
wiedział), ale rozróżnić słowa umiała tylko mama. Podobno inny był płacz, gdy nasz Anioł
chciał jeść, inny gdy był zmęczony, a zupełnie inny, gdy było mu nudno i chciał, aby tata
pokazał mu, jak wygląda nasz dom. Mam wrażenie, że najbardziej krzyczał, gdy chciał jeść. I
to był kolejny problem. Okazało się, że nie jadał chleba ani kiełbasy, czy choćby sera. Nie
jadał też ziemniaków ani pomidorów. Nie dość, że tego nie jadał, to tak w ogóle jadał strasznie
dużo i często. Mama do pewnego czasu karmiła go swoim mlekiem. Na szczęście powoli z tego
wyrastał i można było dać mu jakieś obrzydliwie wyglądające papki z marchewkowym soczkiem.
Mówię wam, okropne. On też się krzywił.
Nasz Anioł o imieniu Anielka rósł całkiem szybko. Jeździliśmy z nim do lekarza, by dowiedzieć
się, czy wszystko jest w porządku. Było. Na szczęście... Anielka była coraz większa, i większa.
Mówiliśmy o niej: nasz aniołeczek. Wyglądała tak słodko i uśmiechała się zupełnie anielsko.
Zadomowiła się u nas na całego. Próbowała też mówić po naszemu, ale wychodziło jej to bardzo
głupio, jakieś takie: guuu, ghu, ga... Pewnego dnia tata wpadł do kuchni i krzyknął:
- Chodźcie posłuchać. Ona mówi: tata!
Pobiegliśmy za nim. Anielka przywitała nas swoim: guuuu.
- No, powiedz: tata.
- Ga - ga.
- Słyszycie?
- Nie - odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą.
- Ależ ona mówi: tata.
I wtedy usłyszeliśmy jej pierwsze słowo w normalnym języku: Ta - ta.
Za parę dni było: Ma - ma, a potem już poszło. Anielka mówiła coraz więcej, i więcej.
Wiecie, co to za przyjemność móc się z takim Aniołem porozumieć. A jak zaczęła łazić na
czworaka, a potem chodzić, to już frajda była na całego. Owszem, pojawiły się nowe problemy.
Trzeba było trochę przemeblować mieszkanie, żeby skończyło się grzebanie w doniczkach, wyjadanie
ziemi i rozrzucanie jej po całym pokoju. Na wszelki wypadek pozabezpieczaliśmy wszystkie
kontakty i kable. Nigdy nie wiadomo, co takiemu Aniołowi wpadnie do głowy. Anielska natura
Anielki w tym czasie trochę się schowała. Muszę powiedzieć, że Mała bywała wręcz nieznośna.
Szczególnie wtedy, gdy wpadała do mojego pokoju i grzebała w moich rzeczach. Bywała też uparta
i krzykliwa. Anioła przypominała głównie w czasie snu. Babcia mówiła, że mogłaby w
nieskończoność patrzeć, jak śpi. Myśmy jednak woleli, jak biegała, tańczyła i ... śpiewała.
O tak, głos miała anielski.
...
Dobrze nam było razem. ...Tylko, że Anioły nie zawsze mogą tak długo być na ziemi. Nie wiadomo,
czemu. Naszemu Aniołowi coraz trudniej było chodzić. Był coraz chudszy, poważniejszy. Było mu
coraz bardziej niewygodnie w ludzkim ciele. Może rosły mu skrzydła, które nie mieściły się w
skórze? Robiliśmy wszystko, żeby go zatrzymać. Jeździliśmy z nim do lekarzy, do szpitala.
Dostawał różne leki. Miał nawet operację, a wiecie, jaka to poważna sprawa. Nie pomogło.
Widocznie musiał odejść.
Bardzo za nim tęsknimy. Wiemy, wiemy, jest mu tam dobrze. W końcu nie jest mu ciasno. Może
latać po całym niebie i cieszyć się, że jest w domu. I na pewno nie jest sam. Ma wszystko. ...
Tylko nas tam nie ma. Mamy nadzieję, że nie tęskni za bardzo. On na pewno wie, że spotkamy się
kiedyś. A może czas u niego biegnie szybciej niż u nas i tak bardzo nie dłuży mu się czekanie,
...jak nam.
|
www.za-jeden-usmiech.prv.pl
www.zuzia-odziomek.blog.onet.pl/
|